Nie wszyscy ludzie chcą pracować. Ci, którzy tego pragną, są nazywani siłą roboczą. Zasoby siły roboczej obejmują wszystkich tych, którzy jako pracownicy najemni wykonują jakiś zawód lub są zarejestrowani jako chcący i będący w stanie podjąć pracę.
Stopa aktywności zawodowej jest to odsetek ludności w wieku produkcyjnym, która podjęła decyzję o wejściu w skład zasobu siły roboczej.
Stopa bezrobocia jest to odsetek siły roboczej, która nie ma pracy, lecz jest zarejestrowana jako chcąca i będąca w stanie pracować. Oczywiście niektórzy z pozbawionych pracy rzeczywiście szukają zatrudnienia, lecz nie zadają sobie trudu zarejestrowania się jako bezrobotni. Nie będą oni uwzględnieni przez oficjalne statystyki zarejestrowanej siły roboczej ani też nie pojawią się w niej jako bezrobotni. Jednak z ekonomicznego punktu widzenia ludzie ci są cząstką zasobu siły roboczej i są bezrobotni.
We współczesnych społecznościach bezrobocie jest problemem kluczowym. Ilekroć jest ono wysokie, występuje marnotrawstwo zasobów, a dochody ludzi kurczą się; w takich okresach marazm gospodarczy wywiera wpływ także na doznania oraz postawy ludzi i na życie rodzin.
Zgodnie z prawem Okuna, okresy, w których poziom bezrobocia jest wysoki, to okresy, w których faktyczny poziom PKB spada poniżej jego poziomu potencjalnego. Wysokiemu poziomowi bezrobocia towarzyszy wysoki poziom produktu, którego wytworzenia zaniechano – zupełnie tak samo, jak gdyby tę właśnie ilość zmarnotrawionych, nie wytworzonych na przykład samochodów, środków żywności i budynków po prostu zniszczono.
Istnieją trzy możliwości stania się bezrobotnym. Niektórzy pracownicy zostają zwolnieni z pracy, bo stają się zbędni; inni przejściowo tracą pracę, oczekują jednak, że wkrótce zostaną zatrudnieni przez tę samą firmę; jeszcze inni sami odchodzą z pracy. Dopływ powiększający zasób bezrobotnych może także składać się z ludzi do tej w pory nie zaliczanych do zasobów siły roboczej. Chodzi o absolwentów szkół (wchodzących właśnie na rynek pracy) i tych, którzy kiedyś pracowali jednak potem nie zarejestrowali się jako bezrobotni, a teraz wracają poszukując pracy (są to powracający na rynek pracy).
Ludzie przestają być bezrobotni przemieszczając się w odwrotnych kierunkach. Niektórzy znajdują pracę. Inni rezygnują z poszukiwań i na stałe opuszczają zasób siły roboczej. Niektórzy członkowie tej ostatniej grupy osiągają po prostu wiek emerytalny, co umożliwia im otrzymanie emerytury, jednak wielu innych to zniechęceni pracownicy, którzy utracili nadzieję znalezienia pracy i rezygnują nawet z próby jej poszukiwania. Przepływy na rynku pracy ilustruje rysunek nr 1.
Rysunek nr 1. Przepływy na rynku pracy

Źródło: D. Begg, Makroekonomia, PWE, Warszawa 1998, s.230
Bezrobocie chroniczne uznawane jest za podstawową plagę społeczeństw. Jest ono przedmiotem troski państwa, władz lokalnych, instytucji społecznych. Długotrwały brak pracy uważa się za chorobę społeczną. Marnotrawstwo pracy powoduje też straty ekonomiczne. Bezrobocie osłabia kondycję gospodarczą kraju i wywołuje wielorakie skutki negatywne.
W dyskusjach o bezrobociu w Polsce wyrażane są niekiedy poglądy, że może ono wywrzeć pozytywny wpływ na stosunek do pracy, że wpłynie na wzrost etosu pracy. Poglądy te są jednak odosobnione. Zgodzić się trzeba z większością autorów, którzy uważają te poglądy za błędne. Twierdzą oni, że bezrobocie jest zjawiskiem ze wszech miar negatywnym zarówno w sferze gospodarczej, społecznej, politycznej, psychologicznej, etyczno-moralnej, jak i w sferze obyczajowej. Na przykład, według A. Polańskiej, opinia, iż bezrobocie jest potrzebne w celu poszanowania pracy przez ludzi, jest niedorzeczna i niehumanitarna. Szacunek dla pracy osiąga się, jej zdaniem, poprzez stosowanie bodźców pozytywnych, a nie negatywnych[1]. Groźba utraty pracy działa doraźnie wtedy, gdy rozważa się redukcję zatrudnienia na określonych stanowiskach. Nie jest ona czynnikiem decydującym o poszanowaniu pracy i wysokiej wydajności pracy w krajach rozwiniętych. Wysoką wydajność osiąga się dzięki wysokiemu technicznemu uzbrojeniu pracy, dobrej organizacji produkcji i pracy, sprawnemu zarządzaniu, prawidłowym warunkom pracy, właściwym stosunkom międzyludzkim i podmiotowemu traktowaniu człowieka w miejscu pracy.
Na ekonomiczne aspekty bezrobocia patrzeć można z punktu widzenia gospodarki narodowej, przedsiębiorstwa oraz bezrobotnego, rozpatrując jego wpływ na wzrost gospodarczy, na ekonomikę przedsiębiorstwa i na sytuację materialną bezrobotnych i ich rodzin.
Mówiąc o wpływie bezrobocia na wzrost gospodarczy wychodzimy z oczywistego faktu, że gospodarczo wykorzystane zasoby pracy są aktywnym czynnikiem wzrostu gospodarczego. Poprzez wzrost zatrudnienia i wyższą efektywność jego wykorzystania można przyspieszać wzrost gospodarczy (wzrostowa funkcja zatrudnienia). W odwrotnym kierunku działa dezaktywacja zasobów pracy i obniżenie efektywności ich wykorzystania.
Bezrobotni nie wytwarzają produktu narodowego, natomiast uczestniczą w jego podziale. Straty wynikające z wyłączenia części ludności zawodowo czynnej ze sfery wytwarzania można oceniać wartością utraconego produktu narodowego, który mogliby wytworzyć. Brak jest wprawdzie metodologicznych podstaw do obliczenia takich strat, jednak niektórzy autorzy podają szacunkowe straty dochodu narodowego z tego powodu. M. Kabaj ocenia, że gdyby włączyć bezrobotnych do procesów wytwórczych, dochód narodowy Polski na przykład w 1991 r. byłby wyższy o ok. 150 bln. zł[2].
Bezrobocie nie tylko obciąża budżet państwa i budżety lokalne, ale generalnie powoduje drenaż pieniędzy publicznych. Budżet państwa nie otrzymuje od bezrobotnego podatku dochodowego, który ten musiałby uiszczać, gdyby otrzymywał wynagrodzenie. Posiadając niższe dochody bezrobotny mniej konsumuje, co powoduje kurczenie się popytu konsumpcyjnego i w konsekwencji konieczność ograniczania produkcji w gałęziach wytwarzających dobra konsumpcyjne. Mniej konsumując, bezrobotny w mniejszej skali płaci podatki pośrednie, zawarte w cenach towarów. Gdyby bezrobotny pracował, państwowe fundusze opieki socjalnej byłyby zasilane składkami płaconymi bądź przez pracownika. bądź przez pracodawcę[3].
Z punktu widzenia przedsiębiorstwa, istnienie bezrobocia tworzy warunki do prowadzenia innej polityki zatrudnienia, w porównaniu z sytuacją, gdy na rynku pracy brakuje ludzi do pracy. Generalnie stwierdzić należy, że są to warunki sprzyjające racjonalizacji zatrudnienia. W warunkach rynku pracodawcy zakłady pracy nie potrzebują „przechowywać” zbędnych pracowników, gdyż rezerwy zatrudnienia są na rynku pracy[4]. Przedsiębiorstwa mogą więc zatrudniać pracowników w takiej liczbie, czasie i strukturze kwalifikacyjnej, jaka jest optymalna z punktu widzenia ich potrzeb. Łatwiejszy jest nabór kandydatów do pracy, można dokonywać selekcji i wyboru pracowników najbardziej przydatnych do pracy w określonym miejscu i charakterze.
Racjonalizacja zatrudnienia w przedsiębiorstwach odbywa się nie tylko poprzez przekształcanie bezrobocia ukrytego w bezrobocie jawne. Ze wszech miar pożądane byłoby, żeby dokonywała się ona w związku ze wzrostem produkcji, zmianą jej struktury rzeczowej i jakościowej oraz poprzez przekwalifikowanie pracowników[5]. Podejmując takie działania, można uniknąć redukcji zatrudnienia lub je zminimalizować. Nie jest to jednak łatwe w sytuacji głębokiej zapaści technicznej przemysłu i niskiego popytu.
Racjonalizacja zatrudnienia w przedsiębiorstwach polega także na zmianie struktury zatrudnienia. W związku z postępem technicznym. rozwojem współpracy międzynarodowej, rozwijaniem funkcji handlowej i marketingowej rośnie udział w zatrudnieniu wysoko kwalifikowanych specjalistów, a zmniejsza się udział robotników. Jak wykazują doświadczenia krajów wysoko rozwiniętych, najliczniejszą grupą zatrudnionych są specjaliści, nieliczną — robotnicy, występuje również wąskie grono kierownictwa szczytowego. Docelowo zamiast wąskiego kierownictwa tworzy się często wyspecjalizowana grupa kierownicza, działająca na zasadzie współzarządzania kolektywnego[6].
Konkurencja na rynku pracy powoduje wzrost kwalifikacji. Powstaje presja w kierunku wzrostu poziomu kształcenia, zwłaszcza wtedy, gdy następuje komercjalizacja szkolnictwa. Pojawia się zjawisko różnicowania szkół, szkoły są lepsze i gorsze, kształcące fachowców bardziej poszukiwanych, lepiej opłacanych i mniej chętnie zatrudnianych. W warunkach konkurencji na rynku pracy można oczekiwać wzrostu kwalifikacji, zwłaszcza jeśli chodzi o pracowników technicznych, ekonomistów, organizatorów oraz kadrę kierowniczą.
Bezrobocie i społeczna świadomość trudności w znalezieniu pracy zwykle osłabia żądania płacowe i socjalne załogi. Ułatwia to, jak pisze J. Meller, prowadzenie umiarkowanej i opartej na realiach polityki płac[7].
Bezrobocie stwarza też pewne niedogodności dla przedsiębiorstw. Ujawniają się one wtedy, gdy należy zwolnić pracowników. W warunkach bezrobocia każde zwolnienie z pracy wywołuje silny opór przedstawicieli załóg i związków zawodowych. Jest on szczególnie silny, gdy zwolnienia dotykają większej liczby pracowników. Dużym utrudnieniem w zwalnianiu grupowym pracowników jest, w wielu krajach, w tym w Polsce, konieczność wypłacania odpraw pracownikom zwalnianym w tym trybie.
Racjonalizacja zatrudnienia w przedsiębiorstwach uzasadniona jest przede wszystkim względami efektywnościowymi. Polega ona często na ograniczaniu lub eliminowaniu nadmiernego zatrudnienia (bezrobocia utajonego). Utrzymywanie „bezrobocia w miejscu pracy” ma wiele aspektów negatywnych, z których najważniejszymi są aspekty kosztowy i motywacyjny. Koszty bezrobocia ukrytego obejmują, oprócz płac, składek na ZUS oraz świadczeń socjalnych, również koszty materiałów i energii wydatkowanych na niezbywalną produkcję o niskiej jakości. Mówiąc o aspekcie motywacyjnym, mam na myśli wpływ nadmiernego zatrudnienia na niską wydajność pracy, a także demoralizujące oddziaływanie ludzi przebywających w pracy, ale nie pracujących, na pozostałych pracowników. Frustrację i niezadowolenie obserwuje się wtedy nie tylko wśród pracowników pracujących efektywnie, ale też wśród pracowników niepotrzebnych. Ma to negatywny wpływ na motywację.
Utrzymywanie w przedsiębiorstwach nadmiernego zatrudnienia uniemożliwia lub utrudnia działania restrukturyzacyjne. Produkują one drogo, rentowność przedsiębiorstw jest niska, wiele z nich nie płaci dywidendy, podatków, składek na ZUS. Przedsiębiorstwa te nie tylko nie inwestują, ale koszty ich utrzymywania przerzucane są na przedsiębiorstwa rentowne. Uniemożliwia to tworzenie akumulacji i inwestowanie również w przedsiębiorstwach rentownych. Taka polityka utrudnia powstawanie nowych miejsc pracy w przyszłości.
Wychodząc od omówionych wyżej negatywnych skutków bezrobocia utajonego, niektórzy autorzy twierdzą, że bezrobocie utajone jest społecznie i ekonomicznie „droższe” od bezrobocia jawnego. Twierdzenie takie nie jest popularne. Powszechnie mówi się wiele o szkodliwości bezrobocia jawnego i w dyskusjach fachowców, i szerokiej opinii społecznej. Jego słuszności nie można w żaden sposób udowodnić, gdyż wyważenie wszystkich skutków każdego z omawianych’ rodzajów bezrobocia jest niemożliwe. Niewątpliwie oba te zjawiska: i bezrobocie utajone i bezrobocie jawne, są wysoce negatywne i chyba niecelowe jest podejmowanie dyskusji, które z nich jest groźniejsze. Dowodzenie, że słuszne z ekonomicznego i społecznego punktu widzenia jest przekształcanie bezrobocia utajonego w bezrobocie jawne w obecnych warunkach w Polsce jest wielce ryzykowne, chociażby z uwagi na niebezpieczeństwo przekroczenia progu społeczno-politycznej wytrzymałości społeczeństwa.
Z punktu widzenia bezrobotnego brak pracy powoduje utratę lub silne obniżenie jego dochodów (dochodowa- funkcja zatrudnienia). Obniżają się dochody tych rodzin, w których są osoby bezrobotne. W konsekwencji obniża się stopa życiowa najczęściej uboższych grup społecznych. Są liczne rodziny, które żyją tylko z zasiłków dla bezrobotnych. Ci bezrobotni, którzy tracą prawo do zasiłku, korzystają z pomocy opieki społecznej. Szczególnie silnie odczuwają finansowe skutki utraty pracy te osoby, które pracowały dorywczo lub miały niskie zarobki, nie pozwalające na zgromadzenie oszczędności. Zasiłki dla bezrobotnych są bardzo niskie, nie zabezpieczają minimum socjalnego. Duża grupa bezrobotnych nie otrzymuje zasiłku.
Dużą grupą osób, która została dotknięta utratą dochodów z pracy, są chłopi-robotnicy. Ich zwolnienia z zakładów pracy powodują najczęściej, że jedynym źródłem utrzymania rodziny staje się małe gospodarstwo rolne, gdyż bezrobotni chłopi-robotnicy najczęściej nie mają uprawnień do zasiłków dla bezrobotnych. Obniżenie stopy życiowej tych rodzin jest szczególnie dotkliwe, gdyż posiadane przez nich małe gospodarstwa rolne nie były i nie są w stanie wyżywić utrzymujących się z nich osób.
[1] A. Polańska: Bezrobocie – kwestią społeczną i ekonomiczną. „Ekonomika i Organizacja Przedsiębiorstwa” 1990 nr 12.
[2] M. Kabaj: Elementy programu przeciwdziałania bezrobociu. „Polityka Społeczna” 1992 nr l.
[3] Rynek pracy w procesie transformacji systemu gospodarczego. Op. cit., s. 100.
[4] J. Meller: Sytuacja na rynku pracy a działalność przedsiębiorstw. „Ekonomika i Organizacja Przedsiębiorstw” 1991 nr 2.
[5] T. Oleksyn: Bezrobocie w Polsce — przyczyny, specyfika, przeciwdziałanie. (w.) Przeciwdziałanie bezrobociu. Studia i Materiały IPiSS 1991 nr 8, s. 28.
[6] S. Borkowska: Rynek pracy, warunki ograniczania bezrobocia, , s. 8-9.
[7] J. Meller: Sytuacja na rynku pracy a działalność przedsiębiorstw, op. cit.