Na poziomie ogólnego rozpoznania zjawiska współczesna teoria ekonomii rozróżnia bezrobocie dobrowolne i przymusowe. Kategorie bezrobocia dobrowolnego i przymusowego wyprowadzone są z założeń dotyczących kształtowania się całego rynku pracy bez zwracania uwagi na fakt, że w istocie rynek pracy składa się z segmentów.
Standardowo, ale jednocześnie najprościej, podejścia te tłumaczy się w oparciu o ilustrację przedstawioną na rysunkach 2 i 3.
Rysunek nr 2. Podaż i popyt na pracę, płace giętkie

Źródło: P.A Samuelson, W.D. Nordhaus, Ekonomia 1, PWE, Warszawa 2000, s.332
Rysunek nr 3 Podaż i popyt na pracę, płace sztywne

Źródło: P.A Samuelson, W.D. Nordhaus, Ekonomia 1, PWE, Warszawa 2000, s.332
Rozważmy pewną grupę pracowników, którzy mają krzywą podaży pracy taką, jaką widzimy na rys. 2 (krzywa SS). Przyjmujemy, że ta krzywa podaży zaczyna biec pionowo przy tej ilości pracy (L*), która odpowiada zasobowi siły roboczej. W miarę obniżania się poziomu płacy, podaż pracy maleje.
Na rysunku 2 przedstawiono normalny obraz popytu i podaży, przy czym w punkcie E i przy stawce płac W przypada punkt „zrównania się popytu z podażą” lub tzw. punkt oczyszczenia rynku. Poziomy odcinek AE wyraża liczbę zatrudnionych. W przedziale od E do F znajdują się ci robotnicy, którzy byliby skłonni pracować, ale tylko przy wyższej stawce płac. W statystyce mogliby być zaliczeni do bezrobotnych, jednak są oni ,,dobrowolnie bezrobotni” w tym sensie, że nie chcą pracować przy bieżącej rynkowej stawce płac.
Występowanie dobrowolnego bezrobocia w gospodarce konkurencyjnej sygnalizuje pewne istotne pomieszanie pojęć dotyczących bezrobocia. W niektórych przypadkach dana gospodarka może funkcjonować efektywnie przy istnieniu pewnego bezrobocia. Pracownicy mogą pozostawać nie zatrudnieni dlatego, że rynkowa stawka płac jest niższa od ich indywidualnej oceny wartości czasu. W niektórych przypadkach osoby o małej wydajności mogą preferować czas wolny od pracy za niską płacę i dlatego właśnie pozostają bezrobotni. Z punktu widzenia efektywności w wąskim znaczeniu (z punktu widzenia maksymalizacji dobrobytu ekonomicznego netto danego kraju czy jego PKB) sytuacja taka może się zdawać ,,efektywna”, chociaż to, że niektóre grupy ludności nie mogą znaleźć dobrze płatnego zatrudnienia, może się wydawać niesprawiedliwe. Fakt, że efektywna gospodarka może prowadzić do bezrobocia ludzi o niskiej wydajności, wspiera niejednokrotnie wysuwany przeciwko gospodarkom konkurencyjnym zarzut, a mianowicie, że są one efektywne, ale mogą być ślepe, jeśli chodzi o problem sprawiedliwości.
Na rynku pracy charakteryzującym się doskonałą giętkością płac nie mogą występować ani nadprodukcja, ani bezrobocie niedobrowolne. Zarówno ceny, jak płace po prostu wahają się w górę i w dół aż do chwili, w której nastąpi zrównoważenie rynku.
Wielki przełom Keynesowski polegał na tym, że pozwolono faktom skazić prześliczną, ale niekiedy mało realistyczną teorię. Keynes nie mógł sformułować paradygmatu o sztywności płac i cen, tłumaczącego dokładnie, w jaki mianowicie sposób możliwe jest równoczesne występowanie niedobrowolnego bezrobocia i wolnych miejsc pracy.
Dlatego przyjął on po prostu, że płace ustalane są w taki właśnie sposób by dopuszczać niedopasowanie liczby poszukujących pracy oraz ilości dóbr jakie przedsiębiorstwa chciałyby sprzedać i tych, jakie faktycznie mogą sprzedać.
Współcześnie, sekret niepełnego zatrudnienia kryje się w analizie sztywności płac albo też rynków nie w pełni równoważących się w gospodarce. Uproszczoną interpretację tego daje rys. 3. Zakładamy tutaj, że stawki płac na rynku pracy są zbyt wysokie: płace kształtują się na poziomie W’ a nie W. Co więcej, płace nie są giętkie. Nie przesuwają się one w dół do poziomu W, jakby to miało miejsce w przypadku równoważenia rynku. Ze względu na zawarte umowy o pracę, nieformalne porozumienia czy wreszcie ze względu na zwykłą inercję, płace pozostają zamrożone na poziomie W’.
Przy zbyt wysokiej stawce płac liczba robotników, którzy chcą pracować, jest określona punktem G na krzywej podaży; przedsiębiorstwa jednak życzą sobie zatrudnić tylko liczbę odpowiadającą punktowi H na krzywej popytu. Wobec tego z chętnych do pracy wybrana zostanie w taki czy inny sposób jedynie liczba JH. Reszta – wyraża ją odcinek HG – to przymusowo bezrobotni; są to ludzie bez pracy, którzy chcieliby pracować przy istniejącej stawce płac.
Ten uproszczony obraz ,,lepkości płac” jest niepełny, bo płace nie spadają wtedy, kiedy rynek pracy znajduje się w fazie recesji. To zagadnienie jest jednym z najbardziej niezgłębionych problemów teorii ekonomii. Jednakże jeden rzut oka na rynki istniejące w rzeczywistym świecie pozwoli wysunąć przypuszczenie, dlaczego obraz nie równoważących się rynków przedstawiony na rys. 3. nie jest ani nierealistyczny, ani nieracjonalny.
Codziennie nie dokonuje się skalowania jakości pracy i nikt nie decyduje o ruchu stawki płac w górę czy w dół z dnia na dzień, aby zapewnić, że w żadnym momencie nie będzie ani nie zatrudnionych pracowników, ani nie obsadzonych miejsc pracy. Przeciwnie. przedsiębiorstwa w gałęziach przemysłu nie objętych działaniem związków zawodowych skłonne są ustalać najpierw pewną skalę płac, a następnie, przy tych właśnie stawkach płac, najmować pewną ograniczoną liczbę pracowników. Co więcej, w tendencji owe tabele płac utrzymują się na tym samym poziomie przez mniej więcej rok.
W gałęziach objętych działaniem związków zawodowych normalne jest określanie skali płac za pomocą umów wieloletnich. Pracownicy zrzeszeni w związkach zawodowych nie są skłonni akceptować obniżek płac nawet w sytuacji, gdy jedna trzecia związkowców jest nie zatrudniona lub „na przestoju”. Renegocjowanie istniejących umów tak, aby zwiększyć zatrudnienie w zamian za obniżkę płac, to zadanie kosztowne i prowadzące do nieuniknionych podziałów, przeciwstawiające pracowników o dłuższym stażu pracownikom o stażu krótszym, naruszające morale i wydajność pracy. Trudno się dziwić, że związkowe umowy zbiorowe rzadko kiedy się renegocjuje przed upływem przewidzianego okresu.
Dlaczego rynki pracy przejawiają raczej „lepkość” niż giętkość cen? Dlaczego ruchy na nich przypominają raczej zachowanie się ciągutek aniżeli kulek rtęci? Zapewne najbardziej podstawowym źródłem sytuacji, w której rynki pracy przejawiają raczej „lepkość” niż giętkość cen jest to, że procedura ustanawiania lub renegocjowania płac jest rzeczą kosztowną. Kierownicy wydziałów personalnych po prostu nie mogą renegocjować płac i ewentualnych deputatów oraz przywilejów (świadczeń) z każdym nowym pracownikiem, podważając za każdym razem stare porozumienia i utarte obyczaje. Koszty takich negocjacji są na tyle wysokie, że przedsiębiorstwa skłonne są zmieniać płace tylko raz do roku, albo, w przypadku związkowych umów zbiorowych, raz na trzy lata.
W tym miejscu widać rozbieżność między dwiema koncepcjami: gospodarki o cenach giętkich i gospodarki o cenach „lepkich” (sztywnych). Obie mają swe mocne i słabe strony. Z punktu widzenia rzeczywistości większości krajów wysoko rozwiniętych prawda leży prawdopodobnie pośrodku. Rynki pracy nie są równoważone natychmiast, ale z biegiem czasu dostosowują się do zmieniających się okoliczności. Najzwięźlej można by rzec, że sytuacja na rynkach pracy w okresie krótkim jest bardzo zbliżona do analizy rynków nie równoważących się. W długim okresie jednak istnieje tendencja do takich zmian płac, które równoważą podaż i popyt, tak że w miarę przystosowawczych ruchów płacy pokaźniejsze luki bezrobocia lub nadwyżki popytu na pracę są likwidowane.