Zainteresowanie problematyką podatków, systemów podatkowych, czy też obciążeń fiskalnych na przestrzeni wielu lat było podejmowane przez przedstawicieli różnych dyscyplin naukowych. Poszukiwali oni odpowiedzi jak powinny być rozkładane ciężary podatkowe oraz kto i w jakiej wysokości powinien płacić podatki. Jak wynika z podjętych rozważań, problematyka związana z kształtowaniem systemu podatkowego jest niezwykle istotna, a zarazem niejednoznaczna. Podatek, zwłaszcza podatek dochodowy jest specyficznym instrumentem, który z jednej strony ingeruje w wolność jednostki, ograniczając jej samodzielność finansową, a z drugiej zaś, dzięki dochodom w ten sposób pozyskanym, państwo może realizować określone funkcje. Jak ważny jest to instrument mogą świadczyć słowa J.B. Saya, który pisał, iż „podatek w rękach rządu jest bardzo potężną bronią, albowiem może znieprawić albo karać, zniechęcać do lenistwa lub pracy, do rozrzutności albo oszczędności”[1].
W poglądach głoszonych przez przedstawicieli szkoły liberalnej, a w kolejnych wiekach neoliberalnej, na temat roli państwa w sferze gospodarczej i społecznej było dążenie do niskiego poziomu opodatkowania. W doktrynach w których znajdujemy krytykę i odrzucenie poglądów liberalizmu gospodarczego, pojawiają się postulaty odchodzenia od neutralności państwa wobec procesów społeczno-ekonomicznych i konieczności wykorzystania podatków, w tym zwłaszcza progresywnego podatku od dochodów, dla celów pozafiskalnych. Proponuje się więc, aby podatki pełniły nie tylko funkcję redystrybucyjna i bodźcową, ale także były wykorzystywane jako instrument odziaływania na przebieg cyklu koniunkturalnego w imię sprawiedliwości społecznej i równości ekonomicznej.
Celem pracy było wykazanie, że progresywny podatek dochodowy to nic innego jak kara nałożona na pracę. Progresja podatkowa stanowi przejaw stosowania przymusu, by odebrać jednym i dać drugim. Stanowi antybodziec dla awansu ekonomicznego, własnej pracy zawodowej oraz inwestycji. Takie działanie stanowi pogwałcenie wolności indywidulanej każdego człowieka. Poza tym jak pokazują fakty progresja podatkowa nie działa, jest nieefektywna i niesprawiedliwa.
Politycy próbują usprawiedliwić wysokie podatki, zapewniając, że najwyższe progi dotyczyć będą jedynie osób najlepiej zarabiających, ponieważ tych stać na ich płacenie.
Stanowisko to jest często uzupełniane absurdalnym argumentem, w myśl którego w podnoszeniu podatków dla najbogatszych chodzi o sprawiedliwość. Oczekiwanie by najlepiej zarabiający płacili sporą część podatków, jest przecież uzasadnione. Niestety, rzeczywistość jest zupełnie inna. Tak naprawdę progresywne opodatkowanie jest najbardziej nieuczciwe wobec podatników o średnich oraz niskich dochodach. Politycy podnoszący podatki dochodowe dla najlepiej zarabiających w imię sprawiedliwości wysyłają jednocześnie wszystkim ciężko pracującym i marzącym o sławie ludziom widomość następującej treści: w razie ewentualnego sukcesu poniesienie zasłużoną karę. Tymczasem tych, którzy są już bogaci, stać na zatrudnienie najlepszych księgowych i obejście wygórowanych stawek podatkowych, albo po prostu przeprowadzenie się w inne miejsce. Ludzi bogatych cechuje mobilność i elastyczność, oraz to, że swój kapitał inwestują w najbardziej sprzyjających ku temu warunkach, dlatego gdy rząd uderza w nich wysokimi podatkami, to nie oni tracą najwięcej, lecz reszta społeczeństwa.
Kolejne partie polityczne przekonują wyborców, że progresywne opodatkowanie najbogatszych jest powodem, aby na nie właśnie ci biedniejsi oddawali swój głos, dlatego właśnie progresywny podatek dochodowy jest głównie bohaterem polityków, kampanii wyborczych, mediów, ale nie ekonomii.
Reasumując na skutki progresywnego podatku dochodowego należy patrzeć w dłuższej perspektywie, jakie przyniesie całej gospodarce i społeczeństwu. Warto tu zacytować najsłynniejsze spostrzeżenie Henry’ego Hazlitta które również można odnieść do podatków. „Całą ekonomie można zawrzeć w jednej lekcji, a lekcję w jednym zdaniu: sztuka ekonomii polega na tym, by spoglądać nie tylko na bezpośrednie, lecz także na odległe skutki danego działania czy programu; by śledzić nie tylko konsekwencje, jakie dany program ma dla jednej grupy, lecz te, jakie przynosi wszystkim. (…). Zły ekonomista widzi tyko to, co bije w oczy; dobry ekonomista patrzy także dalej. Zły ekonomista widzi tylko bezpośrednie konsekwencje proponowanego kierunku polityki; dobry ekonomista spogląda także na konsekwencje dalsze i pośrednie. Zły ekonomista widzi tylko skutki, jakie dana polityka przyniosła lub przyniesie pewnej konkretnej grupie; dobry ekonomista bada także skutki, jakie ta polityka przyniesie wszystkim grupom[2].
Niech ta myśl będzie myślą przewodnią podczas wszelkiej analizy konstrukcji oraz skutków poszczególnych podatków i systemów podatkowych, a zwłaszcza progresywnego opodatkowania dochodów.
[1] J.B. Say, dz. cyt., s. 784
[2] H. Hazlitt, dz. cyt., s. 3-4